Home

W historii nauki niejednokrotnie zdarzało się, że zaszczyty za czyjeś odkrycia spływały na kogo innego. W świecie, który wciąż jeszcze zdominowany jest przez mężczyzn tym wyraźniejsze są przypadki, gdy „pokrzywdzonym” badaczem jest kobieta. Z drugiej strony bohaterki najbardziej znanych takich historii: dama Jocelyn Bell Burnell, odkrywczyni pulsarów, oraz Rosalind Franklin, badaczka, której badania krystalograficzne DNA pozwoliły Crickowi i Watsonowi śmiało opublikować ich teorię na temat struktury DNA, obie nie uważały się za pokrzywdzone.

Bell Burnell z nieśmiałą i godną podziwu pokorą przyjęła do wiadomości to, że Nagrodę Nobla z fizyki za odkrycie pulsarów otrzymał jej promotor Antony Hewish, podczas gdy wszyscy dookoła krzyczeli, że to skandal i granda (bo, prawdę powiedziawszy, były to skandal i granda). Bell Burnell zaś powiedziała po prostu, że jest normalnym w nauce to, że za odkrycia studentów doceniani są szefowie grup – ponieważ najczęściej odkrycia są wynikiem ich pomysłów, a student jest tylko narzędziem w ich rękach.

Franklin także nie miała olbrzymich pretensji do Wilkinsa o to, że pokazał jej dane Crickowi i Watsonowi pomimo tego, że we wczesnych latach 50. XX w. trwał w najlepsze wyścig, którego celem było określenie struktury DNA. Rywalizacja zaś była zajadła, czego świadectwem jest to, że na początku roku 1953 oprócz podwójnej helisy opublikowane zostały jeszcze dwa inne modele.

W przypadku Rosalind można jednak chyba mówić o tym, że na tę jej wyciszoną dyspozycję duży wpływ miało wychowanie. Franklin pochodziła z pokolenia przedwojennego; o prawo do studiowania nauki musiała spierać się z ojcem, który widział ją w roli pracownicy społecznej – bo był to taki rodzaj pracy, jaki w okresie okołowojennym przystawał młodej damie. Rosalind w 1938 roku wstąpiła do Collegu Newnham na Uniwersytecie w Cambridge – jednego z zaledwie dwóch, w których w owym czasie studiować mogły kobiety. Po otrzymaniu licencjatu rozpoczęła doktorat z chemii fizycznej, w trakcie którego zajmowała się badaniem mikrostruktury grafitu i który obroniła w 1945 r.

Po doktoracie odbyła kilkuletni staż w paryskim Laboratoire Central des Services Chimiques de L’Etat, gdzie zapoznała się z technikami dyfrakcji rentgenowskiej. Na początku lat pięćdziesiątych wróciła zaś do Wielkiej Brytanii, gdzie rozpoczęła pracę w grupie Johna Randalla w King’s College. To właśnie Randall zaproponował, aby zajęła się badaniem DNA; Franklin zaś na projekt rzuciła się z właściwą sobie metodycznością. W King’s College poznała Maurice’a Wilkinsa, jeden z czarnych charakterów tej opowieści.

Pomimo tego, że Franklin pracowała w King’s na stanowisku równorzędnym stanowisku Wilkinsa, ten ostatni źle sytuację odczytał i traktował ją jak technika laboratoryjnego. Początkowo było to wynikiem pomyłki i niezrozumienia jej roli. Zaważyło jednak na całej ich znajomości, a łatwo sobie wyobrazić, że traktowanie Franklin jako pośledniejszej pracownicy wpisywało się dobrze w mit nauki jako dziedziny tylko dla mężczyzn, który utrwalił Wilkinsa w przekonaniu, że w odniesieniu do Franklin może sobie pozwalać na wiele.

Na wiele – zbyt wiele – pozwolił sobie wreszcie w lutym 1953 roku, kiedy bez wiedzy i oczywiście zgody Rosalind Franklin pokazał wyniki jej pomiarów Watsonowi, co poskutkowało niemal natychmiastowym skonstruowaniem znanego nam dzisiaj modelu podwójnej helisy i publikacją w Nature w kwietniu tego samego roku. I chociaż dane Franklin ukazały się w tym samym numerze prestiżowego tygodnika w pracy towarzyszącej, to jednak ominęła ją sława odkrywcy struktury DNA – a spora jest szansa, że Rosalind sama skonstruowałaby poprawny model na podstawie swoich danych.

Widmo DNA - obrazek, dzięki któremu olśnienia doznał w lutym 1953 roku James Watson. Za: Franklin, Nature 1953

Widmo DNA – obrazek, dzięki któremu olśnienia doznał w lutym 1953 roku James Watson. Za: Franklin, Nature (1953) 171:740-741

Nie jest jednak do końca tak, że praca Franklin nie została doceniona. Została – i to bardzo. Bo była Rosalind naukowcem wybitnym. Była autorką kilkudziesięciu publikacji naukowych (na wielu z nich autorką jedyną – zjawisko dzisiaj w naukach doświadczalnych niemal niespotykane). W 1953 roku, po opuszczeniu King’s College, rozpoczęła pracę w Birkbeck College w Londynie, w którym pracowała do końca życia. Tam też zajęła się przede wszystkim pracę nad strukturą krystaliczną wirusa mozaiki tytoniowej. Wkrótce po przybyciu do Birkbeck rozpoczęła też współpracę z Aaronem Klugiem (kolejnym Noblistą) – niedługą niestety, ale owocną. Kolejne lata pracy poskutkowały kolejnymi publikacjami w Nature.

W 1956 roku pojawiły się jednak pierwsze problemy ze zdrowiem – a warto zdawać sobie sprawę, że przecież podstawą pracy Franklin było promieniowanie rentgenowskie. I chociaż nie ma oczywiście na to bezpośrednich dowodów, można się tylko domyślać, że stała ekspozycja na to promieniowanie mogła mieć udział w chorobie. Franklin ostatecznie zdiagnozowano na raka jajników. Zmarła w Londynie w kwietniu 1958 roku, niemal równe pięć lat po sławnej publikacji o strukturze DNA, w wieku zaledwie 37 lat.

Franklin nie została oczywiście nagrodzona Noblem za odkrycie DNA – nie dlatego jednak, że celowo ją pominięto, ale z tej prostej przyczyny, że nagroda ta nie jest przyznawana pośmiertnie (z jednym, jedynym i bardzo szczególnym wyjątkiem Ralpha Steinmana). Nie jest też tak, że między nią a wszystkimi trzema panami nagrodzonymi za odkrycie DNA panowała wojna. Zarówno z Francisem Crickiem jak i Jamesem Watsonem Rosalind Franklin przyjaźniła się aż do śmierci.

Skąd więc bierze się to przekonanie o tym, że została przez swoich kolegów i współpracowników bardzo pokrzywdzona? Czemu często stawia się ją w roli takiej sieroty losu? Po pierwsze oczywiście z powodu tego, jak traktowana była przez Wilkinsa w trakcie swojego pobytu w King’s College – chociaż można podejrzewać, że Wilkins w ten sposób traktował wszystkie badaczki. Znacznie bardziej jednak na takie nasze postrzeganie tej historii wpłynęła opublikowana w 1968 roku przez Jamesa Watsona autobiograficzna książka o odkryciu struktury DNA.

I tu trzeba być może o Jamesie Watsonie powiedzieć coś, z czego nie wszyscy zdają sobie sprawę (bo znamy go głównie z historii o strukturze DNA): według wszelkich znaków na niebie i ziemi, od jego sprawozdania z odkrycia struktury DNA począwszy, po liczne publiczne wystąpienia, można chyba Jamesa Watsona nazwać co najmniej seksistą, szowinistą, a nawet rasistą (z pewnością był już tak w każdym razie niejednokrotnie nazywany). I zwłaszcza ten jego seksizm i po prostu pogarda w stosunku do Rosalind Franklin wyzierają z jego książki – i są tym bardziej zaskakujące i przykre, gdy uwzględni się ich przyjaźń.

W publikacji tej Watson nie tylko wyznał wprost – o czym do tej pory nikt oficjalnie nie wiedział – że dane Franklin, którymi Wilkins podzielił się z Watsonem, dostał bez zgody i wiedzy Franklin. Pisał też

Najwyraźniej Rosy musiała albo być zwolniona albo sprowadzona do poziomu […]. Niestety Maurice nie znalazł żadnego przystojnego powodu, żeby się jej pozbyć.”

Słowa te przede wszystkim stawiają Watsonowi koszmarne świadectwo, i przyłożyły się do tworzenia mitu Rosalind Franklin. Gdzie indziej w książce Watson przyznał też, że po prostu nie podobało mu się, gdy Franklin zganiła go za autorytarne wypowiadanie się w kwestiach, na których się nie znał.

Prawdopodobnie nikt z uczestników tych wydarzeń nie przypuszczał jednej rzeczy: że Franklin zostanie zapamiętana jako pokrzywdzona bohaterka historii największego biologicznego odkrycia XX w. Ponownie jednak podkreślę to, co starałem się tutaj przekazać od początku: Rosalind Franklin była przede wszystkim wybitną chemiczką, autorką licznych prac naukowych (w tym co najmniej pięciu w Nature – i tylko jedna z nich dotyczyła DNA!), współpracownicą kilku Noblistów (niezależnie od tego, czy się z nimi kochała czy nienawidziła), specjalistką w zakresie badań węgla, grafitu oraz – wirusów. I właśnie jako taką postać powinniśmy ją wszyscy pamiętać.

Przypisy:

1. The double helix and the ‘wronged heroine’ (2003), B. Maddox, Nature 421:407-408

2. The Discovery of the DNA Double Helix (2004), A. Klug, J Mol Biol 335:3-26

3. Rosalind Franklin: 50 years on (2008), J. Glynn, Notes Rec R Soc, 62(2):253-255

Autor: Rafał Marszałek, nicprostszego.pl

Reklamy

4 thoughts on “Pokorna heroina

  1. Pingback: Podwójna helisa, czyli #DNADay 2018 – nic prostszego

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s